Ta strona korzysta z plików cookies. Więcej o naszej polityce prywatności.

Zdjęcie wnętrza magazynu. Z lewej strony jedna za drugą wiszą niebieskie metalowe kraty o drobnych oczkach. Na pierwszej wisi obraz. W głębi kobieta w szarym swetrze wysuwa jedną z krat, na której wiszą abstrakcyjne obrazy.
Wnętrza magazynu Zachęty, klatka z filmu

Nr 8

Kolekcji miało nie być

Z Marią Krawczyk (d. Domurat) i Barbarą Dąbrowską rozmawia Zofia Dubowska

15.04.2015

Zofia Dubowska: Czy poprzez wystawę PRAWDA PIĘKNO DOBRO. Z kolekcji Zachęty można zobaczyć historię kolekcji Zachęty?

Maria Krawczyk: I tak, i nie. Bo nie została pokazana cała historia, tylko pewne jej aspekty. Większość eksponowanych na wystawie dzieł pochodzi z zakupów dokonywanych po 1989 roku. Znaczący jest udział prac artystów młodego i średniego pokolenia. Owszem, znalazłam tam duży obraz Erny Rosenstein z dawnych zakupów z czasów Gizeli Szancerowej [dyrektor CBWA w latach 1954–1968]. Pamiętam ją, bo zaczęłam pracę w Zachęcie w 1966 roku. Od 1967 tworzyłam wydział terenowy, do którego zadań należała współpraca i koordynacja działalności Biur Wystaw Artystycznych.

Ile było BWA w Polsce?

MK: W momencie tworzenia wydziału funkcjonowały w 15 województwach.

Barbara Dąbrowska: Po reformie administracyjnej w kraju [w 1975 roku] — 49. Każde województwo miało delegatury. Czasem w jednym województwie było po kilka takich punktów.

MK: Niektóre galerie budowano od nowa, jak np. w Katowicach, Bydgoszczy. Ale na ogół były przy innych instytucjach.

BD: Początkowo w Centralnym Biurze Wystaw Artystycznych były tylko dwa wydziały: programowo-oświatowy i techniczny. Wydział programowo-oświatowy zajmował się w zasadzie wszystkim. Techniczny rozrósł się i podzielił na dwa wydziały: realizacji i techniczny. Dopiero później doszedł wydział terenowy, redakcji i dokumentacji. A później jeszcze jeden rodzaj wydziału — centralny plan wystaw przeniesiony z Ministerstwa Kultury i Sztuki.

MK: Zaczęłam robić wystawy pod kątem Biur Wystaw Artystycznych. Trzeba było pomóc głównie w organizacji wystaw „w terenie”. Wysyłało się zestawy pięknie oprawionych reprodukcji, ale ambicją było, by dotarły do nich dzieła autentyczne.

W BWA były pokazywane reprodukcje?

MK: W placówkach pod opieką BWA — w małych domach kultury, szkołach, ośrodkach straży pożarnej itd. To była działalność oświatowa, którą oczywiście prowadził wydział oświatowy, ale terenowy też.

BD: I każdy wydział w Zachęcie miał własny magazyn…

MK: W naszym magazynie [terenowym] przechowywaliśmy teki z gotowymi zestawami — istniało duże zapotrzebowanie na tego rodzaju pokazy, ale przede wszystkim u nas znajdowała się grafika, prace oprawione w szkło i w ramy. Przy przygotowywaniu tych wystaw korzystałam też z innych magazynów Zachęty.

O Zachęcie z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych mam wyobrażenie takie, że była to instytucja całkowicie podporządkowana Ministerstwu Kultury i Sztuki, a jeśli chodzi o dzieła sztuki — rodzaj składnicy i przechowalni „cudzych” rzeczy. Od kiedy można mówić o tworzeniu kolekcji i autonomii Zachęty?

BD: Dopiero po transformacji ustrojowej, po 1989 roku. Trudno mówić o jakiejkolwiek decyzyjności Zachęty przed tą zmianą. Ministerstwo kupowało dzieła sztuki z różnych funduszy: Funduszu Zamówień Plastycznych, Funduszu Rozwoju Twórczości Plastycznej, ze środków centralnych.

Mieczysław Ptaśnik [dyrektor CBWA w latach 1977–1989] mówił [w rozmowie z Marią Świerżewską w 2010 roku] o funduszach: stypendialnym i zakupów.

BD: Nas fundusz stypendialny nie dotyczył, bo pozostawał całkowicie w gestii ministerstwa. Oczywiście były różne manewry: od tego, kto dostał stypendium, nie kupowano już obrazów. Ale zasadniczo to, co znalazło się w Zachęcie, zostało kupione na zlecenie ministerstwa.

MK: Jednak bardzo dużo zależało od dyrektora i od zespołu. Jak wspomniałam, krótko pracowałam przy dyrektor Szancerowej. Ona miała ogromny wpływ na kształtowanie programu (niewątpliwie dzięki dobrym układom w ministerstwie i KC PZPR) i na zakupy. Za jej czasów odbyło się dużo wartościowych wystaw, chociażby wystawa Henry’ego Moore’a w 1959 roku. A to nie jedyny przykład.

Były też prace kupowane przez Zachętę jako prezenty, rozdawane do gabinetów innych ministerstw…

MK: To należało do zupełnie innej puli — zleceń z ministerstwa i pewnie z KC.

BD: Była jakaś komisja, która o tym decydowała, ale to w ministerstwie. Do nas przychodził „gotowy produkt”. Pamiętasz te akcje? Dziewczyny, które zajmowały się tzw. magazynem przejściowym, rwały włosy z głowy, bo nie wiedziały, gdzie to wszystko pomieszczą. Wszystkie magazyny były potwornie zapchane. Co jakiś czas była akcja: kupujemy z jakiejś wystawy, z jakiegoś konkursu, od takiego autora. Pamiętam ogromny zakup prac Bronisławy Wilimowskiej z jej wystawy indywidualnej w stanie wojennym (1983).

Nikt się nie zajmował tym, co dalej ma się dziać zakupionymi obiektami?

BD: Czasem dostawaliśmy zalecenia, żeby przekazać prace innym instytucjom. Część zakupów z Funduszu Rozwoju Twórczości Plastycznej (z którego pieniądze szły nie tylko na złe rzeczy, czasami na bardzo dobre) realizowano wcale nie dla Zachęty, tylko dla innych muzeów.

MK: Kupowałam ogromną liczbę grafik, bo organizowałam sporo wystaw grafiki za granicą. Przygotowałam kilka zestawów, które wędrowały po bliskich i bardzo odległych krajach, często udawało mi się pojechać z taką wystawą. I wiadomo było, że skoro jest to wystawa „wędrująca”, to prace mogą ulec zniszczeniu — w takim wypadku Zachęta oficjalnie zwracała się do ministerstwa o ich zakup. Tak samo było już w latach osiemdziesiątych z wystawą, która miała być pokazana w Danii. Planowanie wystawy przerwał stan wojenny i doszła ona do skutku dopiero w 1984 roku. Wiadomo było, że prace będą przez kilka lat w magazynach, dlatego zwróciłam się do ministerstwa, żeby te grafiki kupić. I są własnością Zachęty.

Prace, które były kupowane na potrzeby wystaw, zostawały potem w Zachęcie. To już jednak była „kolekcja”. Grafiki szły do magazynu „autorskiego” i przechowywane były w szufladach, otrzymywały numery inwentarza, wpisywane były do księgi inwentarzowej.

A inne wystawy, które przyczyniły się do wzbogacenia zbiorów?

BD: W latach siedemdziesiątych Bożena Kowalska [krytyczka sztuki, kierowała wydziałem oświatowym w latach 1952–1984], organizowała wystawy grafiki w zakładach pracy w ramach akcji Sojusz świata pracy z kulturą i sztuką. To były dobre wystawy, przygotowywane w całości przez dział oświatowy.

Teraz nazwalibyśmy to „projektem”. Jak długo ten projekt trwał?

BD: Od połowy lat siedemdziesiątych do osiemdziesiątych. Zakupów dokonywali pracownicy merytoryczni. Wystawy były indywidualne, pracownicy działu oświatowego pisali teksty do katalogów. Czasem (o ile artysta się zgodził) wystawom towarzyszyły spotkania autorskie, a także wykłady, pokazy slajdów itp. Pamiętam bardzo ciekawe spotkanie w hotelu robotniczym Huty Warszawa — to byli ludzie niezwykle oczytani i światli. Dział oświatowy realizował te wystawy na terenie Warszawy. Mieliśmy furgonetkę, która służyła do wożenia wystaw reprodukcji do szkół, aresztu śledczego, do jednostek wojskowych. Wystawy grafiki były natomiast pokazywane w zakładach pracy.

Chciałabym jeszcze opowiedzieć o współpracy BWA i CBWA. Bożena Kowalska przygotowała w latach 1983–1985 wystawy dydaktyczne: nurt geometryczny, nurt metaforyczny i — my mówiliśmy na to „publicystyczny”, teraz się mówi — figuratywny. Te trzy wystawy prac kilkunastu artystów, w sumie kilkadziesiąt dzieł, były zrealizowane we współpracy CBWA i kilku BWA. Wydział oświatowy nieczęsto robił wystawy z BWA. Zbiór prac zakupionych na wystawę nurtu geometrycznego dał podstawę do dalszych zakupów i kształtowania całego fragmentu kolekcji Zachęty. Na wystawie PRAWDA PIĘKNO DOBRO jest zbiór prac Stażewskiego zakupionych w latach osiemdziesiątych. Z prac „nurtu metaforycznego” wiszą prace Erny Rosenstein, jest praca Jana Rylkego…

Biura Wystaw Artystycznych były w lepszej sytuacji niż Zachęta, bo prezentując cykliczne pokazy na przykład małych form rzeźbiarskich, mogły kupować dzieła sztuki, profilując swoje kolekcje. Natomiast w Zachęcie, jak pamiętam, panowała odgórnie tworzona atmosfera odcięcia się od przeszłości i od przedwojennego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Zachęta miała być tylko galerią. TZSP posiadało zbiory, ale zostały przekazane po wojnie do Muzeum Narodowego w Warszawie. Zachęta mogła posiadać niewielkie zasoby dzieł sztuki do celów oświatowych, objazdowych, wymiany wystaw z BWA, natomiast żadnej kolekcji miało nie być!

MK: Sama nazwa — Centralne Biuro Wystaw Artystycznych — pokazuje, że chodziło głównie o administrację i biurokrację, a nie o ambicje muzealne i kolekcję.

Czy zdarzały się sytuacje, że Zachęta na zlecenie Ministerstwa coś kupowała, a potem było to zabierane?

BD: Bałagan panował nieopisany. Teresa Sowińska [pracowała w Zachęcie w latach 1967–1999, najpierw w wydziale oświatowym, od 1992 roku kustosz zbiorów] wspominała, że w latach dziewięćdziesiątych przy porządkowaniu i połączeniu wszystkich magazynów (w szczytowym momencie było ich chyba 17), znalazła kilkanaście obrazów bez żadnych absolutnie wpisów w inwentarzu. Magazyny były pomieszane, ciągle brakowało miejsca.

MK: Bardzo dużo prac, nieodebranych przez artystów, zostawało po wystawach.

BD: Ministerstwo czuło się tu jak u siebie, brało obiekty w depozyty do innych instytucji, gabinetów, co się komu podobało. Wielkie zasługi miała pani Wanda Podoska, naczelniczka działu organizacji i usług [w latach 1977–1988], która wydobywała te prace z urzędów, ale przede wszystkim nie reagowała na polecenia typu: proszę przekazać taki a taki obraz temu a temu. Ona wymagała kwitów i trzymała porządek w papierach. Była zatrudniona do tego, żeby uporządkować sprawy formalne.

Gdzie znajdowały się magazyny?

BD: Magazyny były w piwnicach, choć największy magazyn „autorski” znajdował się na parterze w miejscu obecnej sali warsztatowej. Na dole mieściły się magazyny działów oświatowego, usług i sprzedaży.

Barbara Majewska miała trudną rolę do odegrania. Dyrektorką była zaledwie cztery lata (1989–1993). Czy powróciła do idei kolekcji?

BD: Tak, pierwsze remanenty, wyprzedaże i nowe nabytki miały miejsce za czasów jej dyrekcji.

Zatem Barbara Majewska zapoczątkowała łączenie magazynów, porządki, sprawdzanie, co tam jest, oddawanie prac artystom, którzy nie odebrali prac z wystaw. Teresa Sowińska została powołana jako kustosz zbiorów odpowiedzialny za uporządkowanie „zasobów”. Wcześniej istniały dokumenty, ale prace nie miały swoich kart.

BD: Pamiętam upiorne poszukiwania autorów…

MK: Jak oglądam wcześniejsze księgi inwentarzowe, to rozpacz mnie ogarnia…

BD: Wiesz, jakie były te inwentarze? Oczywiście bez fotografii. Miałam taką książkę inwentarzową, która dotyczyła reprodukcji. W zeszytach A4 wpisywało się wszystko: reprodukcje, slajdy, dzieła sztuki, medale — wszystko było razem. Medali i ceramiki pozbyliśmy się bardzo szybko. To nieprawda, że socrealistyczna zawartość magazynu z lat pięćdziesiątych została wyprzedana przez dyrektor Barbarę Majewską. Dużo poszło do Kozłówki po odwilży. To, co zostało, było naprawdę słabej jakości, nie było czego żałować. To „czyszczenie” odbywało się parokrotnie. Nie pamiętam pierwszych wyprzedaży z początku lat dziewięćdziesiątych, były trzy albo cztery. W pierwszym rzucie poszły najstarsze i najokropniejsze gipsy. Wiele prac w magazynach to były prace anonimowe, opatrzone tylko hasłem, nie nazwiskiem autora, przysyłane na konkursy, po które potem nikt się nie zgłaszał. Dyrektor Ptaśnik wspominał, że niektórzy artyści czekali, aż praca się zniszczy, żeby dostać odszkodowanie. Aukcje i wyprzedaże nie miały na celu tylko wyzbycia się prac słabych, ale również — i to za czasów dyrekcji Andy Rottenberg [1993–2001] było bardzo wyraźnie powiedziane: sprzedania rzeczy, które nie pasują do profilu kolekcji.

Jak działały komisje zakupów?

BD: Zawsze tak samo. Za czasów dyrektora Ptaśnika przychodził wicedyrektor Rostkowski [Stanisław, wicedyrektor CBWA w latach 1978–1990], który mówił, że trzeba to i to. On był dyrektorem partyjnym, więc po prostu miał swoje pomysły ze względu na „słuszność ideologiczną”.

Marysiu, czy czujesz się odpowiedzialna za zakup jakiejś pracy do Zachęty?

MK: Czuję się odpowiedzialna za te, które sama proponowałam. Za wszystkie zakupy grafiki — nie wycofuję się z nich, jestem zadowolona. Szczególną satysfakcję czerpię z faktu, że zbiory Zachęty powiększyły się o cenną kolekcję obrazów Zbigniewa Tymoszewskiego. W 1993 roku przygotowałam wystawę jego prac w Zachęcie. Na moją prośbę Marek Ludwiczuk, siostrzeniec malarza i jego prawny spadkobierca przekazał Zachęcie wszystkie płótna artysty, które znajdowały się w naszych magazynach od 1963 roku. Trafiły do ówczesnego CBWA po pośmiertnej wystawie Tymoszewskiego w Galerii Sztuki ZPAP na MDM.

Kto jest najbardziej zasłużony w dbaniu o kolekcję?

MK: Jeśli chodzi o uporządkowanie, to bezsprzecznie Teresa Sowińska. I Wanda Podoska. A w ogóle to dopiero od niedawna istnieje w Zachęcie profesjonalna opieka. Dział zbiorów powstał za czasów dyrekcji Agnieszki Morawińskiej [2001–2010], po 2000 roku.

BD: Bo Agnieszka Morawińska jest muzealnikiem.

MK: Teresa Sowińska wspominała, że nie była muzealnikiem, wszystkiego się musiała uczyć od początku. Przyszła do potwornego chaosu, nieustającej budowy, pyłu, zmian temperatur itp. Profesjonalny magazyn dzieł sztuki powstał dopiero po rozbudowie Zachęty w 1995 roku.

Zaczęłam pracę w Zachęcie w 1996 roku jako pomoc Teresy Sowińskiej, która porządkowała kolekcję. Pierwszym moim zadaniem było założenie kart inwentarzowych grafikom w depozycie. Dostałam wielką stertę grafik, wpisywałam nazwiska autorów, mierzyłam prace i na maszynie wypisywałam karty. Teraz rozumiem, w czym uczestniczyłam. Pani Sowińska zrobiła ogromną pracę, uporządkowała stajnię Augiasza.

A jak wam się podoba wystawa?

BD: Wystawa jest eklektyczna, ale pokazuje przede wszystkim prace artystów, które trafiły do Zachęty po 1989 roku. Jednak nie możemy zapomnieć o trzonie kolekcji, który zawdzięczamy Marii Domurat [Krawczyk] i Bożenie Kowalskiej.

MK: Wystawę darzę wielkim sentymentem, bo większość prac znam i pamiętam. Ona pokazuje przekrój zbiorów — od Kaczmarskiego po Rajkowską, piękny Stażewski… Prezentuje prace z różnych szuflad i to, co można znaleźć w obecnej kolekcji Zachęty. Ja na tej wystawie czuję się dobrze.

Barbara Dąbrowska — historyk sztuki, pracowała w Zachęcie w latach 1972–2008, długoletnia kierowniczka działu edukacji. Od 2008 roku prowadzi w Zachęcie cykl spotkań Patrzeć/Zobaczyć. Sztuka współczesna i seniorzy.

Maria Krawczyk (d. Domurat) — historyk sztuki, pracowała w Zachęcie w latach 1966– 2000. Tworzyła i kierowała wydziałem terenowym, od 1990 roku kierowniczka działu dokumentacji. Kuratorka, autorka wielu tekstów do katalogów.

Zofia Dubowska — historyk sztuki, pracuje w Zachęcie od 1996 roku, kierowniczka działu edukacji, autorka dwóch książek dla dzieci o sztuce współczesnej.